„Aż nazbyt często życie kobiet w krajach Trzeciego Świata nie ma żadnej wartości” — tak zaczyna się seria reportaży zamieszczonych niedawno w dzienniku The Washington Post. Jak czytamy, po rozmowach z wieloma kobietami w ubogich rejonach Afryki, Azji i Ameryki Południowej dziennikarze przekonali się, że „kultura, religia i prawo często ograbiają kobiety z podstawowych praw człowieka, a niekiedy czynią z nich niemal istoty niższego rzędu”. Na przykład w pewnej wiosce w Himalajach kobiety wykonywały 59 procent pracy, harując po 14 godzin dziennie i niejednokrotnie dźwigając ładunki o połowę cięższe niż one same. Badania wykazały, że kobiety „po dwóch albo trzech (…) ciążach słabną fizycznie i przed ukończeniem czterdziestki są wyeksploatowane, stare, zmęczone i wkrótce umierają”. Przychodzące na świat dziewczynki są na ogół gorzej odżywiane niż chłopcy, wcześniej kończą naukę, aby podjąć pracę, i mają gorszą opiekę medyczną. Wiele kobiet zabija nowo narodzone córeczki, uważając je za kosztowny kłopot. Dziennikarze donoszą, że w rolniczych rejonach na południu Indii powszechnie zabija się dzieci przez wlewanie im do gardła wrzącego rosołu. Urzędnik policji zapytany, czy takie przestępstwa są karane, odpowiedział: „Mamy pilniejsze sprawy. Do nas trafiają tylko nieliczne przypadki. Takie rzeczy mało kogo obchodzą”.